
Wczoraj wylądowałem w studenckim Radio Afera, a precyzyjnie rzecz ujmując - w programie Filipa Bąka "Prosto z kadru". Było ciekawie. Po pierwsze musiałem oswoić sobie zupełnie inną formę komunikacji. Jako typowy wzrokowiec, stresuję się przed mikrofonem, dlatego przez połowę programu nie mogłem opanować tego cholernego "eeeee" między słowami. Potem już lepiej szło. Ale nie ma co się przejmować, skoro Jacek Żakowski w Tok FM też ma problemy z "eeeee" (choć u niego to brzmi raczej jak "mniommmmm"), więc debiutant nie powinien się wstydzić. Drugi radiowy problem to mikrofon - trzeba ciągle mówić na wprost niego, a ja się wiercę i kręcę głową, więc część wypowiedzi miała syndrom odgłosu z drugiego pokoju.
Z Filipem mówiliśmy chyba do rzeczy: kilka standardów "dlaczego komiks", potem chwila o Sfarze i parę pseudo-teoretycznych rozważań na temat siły obrazkowego medium. Na koniec był apel o czytanie papieru (prasy i komiksów w wersji papierowej) i w sumie wyszło nam niestety takie kazanie o internetowym szatanie, który staje się bardzo złudnym i powierzchownym źródłem wiedzy. Tak w skrócie to wyglądało. Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze uda mi się do Filipa wrócić, bo to niezły trening na kontrolowanie tego, co się mówi i oswajanie się z mikrofonem.
A dzisiaj w "Przekroju" Joanna Woźniczko-Czeczott popełniła długi tekst o izraelskim artyście Zevie Engelmayerze. Gorąco polecam. Komiksiarz wystąpił w Polsce w antologii "Kompot".
Zadziwiający jest natomiast felieton Mariusza Szczygła w "Dużym Formacie". Zaskoczył mnie. In minus niestety. Otóż ten jeden z najlepszych polskich reporterów dzieli się swymi refleksjami z pobytu we Francji, a dokładnie z francuskiej księgarni w Lille. Cytuję:
Zobaczyłem, że na piętrze, gdzie odbywają się spotkania, jest ze sto krzeseł, a na każdym siedzi młody człowiek i czyta. Jedni czytają książki cieńsze, inni grubsze. Wspaniałe wrażenie. Pomyślałem, że podejrzę co czytają. Wszyscy trzymali w rękach komiksy. Ani jednej tradycyjnej książki. Ale dojrzałem w pierwszym rzędzie pana w średnim wieku, który pochylał głowę. "Moja nadzieja - pomyślałem. Przez ramię podejrzę, co czyta". Moża chociaż on jeden ma stuprocentową książkę.Smutne jest szczególnie to ostatnie zdanie. Myślałem, że dzieła sztuki dzielą się ze względu na swoją wartość, a nie ze względu na medium. Każdy z nas jest w stanie wymienić mnóstwo "stuprocentowych książek", które są kilka razy głupsze od wielu komiksów. Zamiast podglądać, co czytają, uczciwiej byłoby samemu coś z tych "niestuprocentowych książek" przeczytać.Cóż, reporterska otwartość jak widać nie obejmuje komiksu.
Ale najważniejsze - czytajmy papier, byle był "stuprocentowy" niezależnie od medium do jakiego go wykorzystano.