29.6.10

Prawdziwy hit BFK!

O tym albumie powinni pisać na Plotku, albo w "Fakcie" jako o naocznym przykładzie, jak komiks potrafi psuć plastyczną wrażliwość. Karol Konwerski na Forum Gildii Komiksu uświadomił mi, że autor jest zarazem wydawcą. Podwójne zło. Na bankiecie w ramach BFK było się przynajmniej z czego pośmiać. A kto się nie śmiał, ten milczał chyba tylko z litości. Zabijanie polskiego komiksu trwa w najlepsze. Ci, co kupili mogą się pocieszać, że za 10 lat będzie to biały kruk. A może w końcu pora na wystawę zbierającą największe kiczory komiksu polskiego po 2000 roku? Przy okazji, czy nie ma ktoś wolnego etatu w prasie/wydawnictwie/agencji reklamowej w Gdyni? Miasto jest tak świetne (przynajmniej na pierwszy rzut oka), że chętnie bym się przeprowadził z Poznania.

1 komentarz:

Martooha pisze...

Oj tam oj tak, Morcheeba albo Pearl Jam tylko raz do roku! :)
A hit BFK - no kit!