2.12.09

Piętno antologii

Nie wiem, jak to się dzieje, ale antologie komiksowe publikowane w Polsce, zawsze mają pewien defekt. Polega on na tym, że warto je czytać/kupować dla jednego czy dwóch autorów, którzy w danej publikacji biorą udział, ale dla samej antologii, jako projektu artystycznego już nie. Chyba tylko "44" pod redakcją Truścińskiego było wyjątkiem od tej reguły. "Japonia widziana oczyma 20 autorów" i w "Sąsiednich kadrach" tylko potwierdzają tą smutną regułę. Przepraszam, że piszę o rzeczach smutnych (naprawdę wolę recenzować dobre komiksy), ale pogoda za oknem smutna, więc to dobry czas także na smutne wpisy. Zacznijmy od "Japonii..." i koncepcji, żeby w rodzimej edycji opublikować komiksy made in Poland. To była słuszna koncepcja, ale wykonanie już nie. "Osaczańska robota" Bolałka i Babczyńskiego leży i kwiczy, zarówno grafika jak i sama opowieść, bo tak naprawdę nie ma tu żadnej opowieści - obrazkowa impresja z luźno powiązanych słów, kadrów. Słabo. Śledziu dał sobie radę lepiej, rysunkowo bez zarzutu - nie może być inaczej w przypadku faceta z dobrym warsztatem, gorzej sama historia. Ciekawi bohaterowie, ale puenta rozbija fajny klimat komiksu. Na pocieszenie warto napisać, że szorciak Śledzia i tak jest lepszy niż  wątpliwe popisy wielu zagraniczniaków. Bo większość opowiadań z tej antologii to banały: niczego nowego się tu o Japonii nie dowiemy, gorące źródła, gorące Japonki, miasta olbrzymy kontra natura z obowiązkowym wulkanem w tle. Wysoki poziom ogólności, intelektualne i emocjonalne manowce, ślizganie się po powierzchni. Po ten tomik warto sięgnąć tak naprawdę ze względu na dwóch autorów. Dla  Joanna Sfara, który tworzy zabawny portret swojego ekscentrycznego, złośliwego kumpla nabijającego się z japońskich dobrych manier, ale i samych Francuzów. Warto także dla Nicolasa De Crecy. W noweli "Nowi bogowie" tworzy świetnego, surrealistycznego bohatera - to powstający na naszych oczach, szkic postaci. Widzimy,  jak chłonie nowoczesną japońską estetykę i stara się na podstawie tych "zapożyczeń" nadać sobie kształt, bo jak dotąd był bliżej nieokreśony. De Crecy ciekawie analizuje kulturę wizualną współczesnego Nipponu, robi to przewrotnie i niebanalnie. Reszcie autorów, możemy podziękować. Nie pokazują niczego zaskakującego.




Gorzej jeszcze  niż "Japonia..." prezentuje się antologia "W sąsiednich kadrach", która po części przedstawia komiksy zamówione przez Centralę do tej publikacji (zarówno od artystów polskich, jak i czeskich) oraz prace konkursowe na reportaż komiksowy. Antologia miała zawierać prace zrealizowane w konwencji literatury faktu w obrazkach. Jak się okazuje, twórcy komiksowi nie mają pojęcia, czym tak naprawdę jest reportaż. Cholernie to smutne, ale prawdziwe. W antologii znajdziemy bowiem jeden, dosłownie jeden reportaż - autorstwa Tomasza Kontnego i Pawła Piechnika pt. "Perspektywy", szkoda tylko, że rysunek Piechnika jest słaby, bo praca przez to traci. Reszta autorów myli reportaż ze wspomnieniami, własnymi dywagacjami historyczno- społecznymi, relacjami z podróży lub idzie na taką łatwiznę, że opadają ręce. Maciej Pałka i KRL po prostu zapytali kumpli, jak to jest w Czechach. Gdzie tu reporterski dystans, poszukiwanie źródeł? Tematu? Nic więc dziwnego, że znowu wyszły historie o laskach, piwie, Pradze i Kreciku.
Pół biedy, jeśli ktoś na te banalne skojarzenie Czechy - Szuwarek i Krecik miał pomysł, tak jak Wojda i Gawronkiewicz (to jeden z niewielu komiksów, dla którego warto sięgnąć po tę antologię), Gorzej jednak, gdy tak jak w pozostałych pracach - autorzy nie mają nic do powiedzenia. Okazuje się, że mówienie o rzeczywistości komiksiarzom niespecjalnie wychodzi, wręcz nie wychodzi im wcale. Lepiej poruszają się w świecie fantazji, a polsko - czeskich tematów na reportaż jest mnóstwo, choćby czeska społeczność w Zelowie. No ale trzeba by tam pojechać, zrobić wywiady, zdjęcia, potem je zredagować - kupa roboty. Lepiej zapytać kumpla przez twittera, czy czeskie piwo jest dobre. Stąd, choć wspomniane wyżej "Perspektywy" nie podobają mi się graficznie,  bronią honoru tej antologii, bo autorzy jako jedyni zrozumieli temat.Na pocieszenie dodam, że czeskiej stronie wyszło równie kiepsko - poza autorami pasków  z Aloisem Neblem w rolach głównych, ale to znów nie reportaż. Tyle smutnych recenzji tego smutnego jesiennego wieczoru. Czuwaj!

5 komentarzy:

Andrzej pisze...

Ten kawałek De Crecy to fragment całego albumu. Tak przynajmniej sądzę bo nie czytałem Japonii ale De Crecy wydał album poświęcony pobytowi w Japonii z fragmentem gdzie, o ile dobrze pamiętam, miał stworzyć jakiegoś stworka do reklamamy. Rzecz się nazywała Journal d'un fantôme.

Sebastian Frąckiewicz: pisze...

Bardzo być może, bo De Crecy zrobił kilka takich podróżniczych prac. Ta w praca w antologii opisuje postać, która rzeczywiście ma być jakimś bohaterem reklamy, więc chyba faktycznie to ten sam materiał.

tO mY: pisze...

wysyłanie autorów na miejsce, żeby zrobili reprotaż to jest s-f, drogi Sebastianie, no chyba że honorarium za udział, albo dodatkowe pieniążki od wydawcy, pokryją takie wydatki. Z drugiej strony, jak sie nie ma nic do narysowania i powiedzenia w ramach reportażu, to lepiej schować kredki po sobie.

Sebastian Frąckiewicz: pisze...

Ale dlaczego od razu musisz kogoś gdzieś wysyłać? Możesz znaleźć fajny temat polsko-czeski również u siebie w mieście.Tu chodzi o pomysł i bardziej o czas niż pieniądze. A poza tym, Piechnikowi i jakoś chciało się jechać do Cieszyna.

tO mY: pisze...

no żeby zrobić reportaż, to chyba lepiej udać się na miejsce zdarzeń, prawda? Ale zgadzam się, że w swoim otoczeniu bliższym też coś się znajdzie. Czyli wychodzi, że prawdopodobnie lenistwo wzięło górę. Czasami mam wrażenie, że w tych antologiach, w których temat jest z góry określony (a czasami i gatunek), autorzy na siłę poszukują czegoś "odjechanego" zamiasta zrobić normalną historyjkę.