19.9.11

Profeska



Jak poinformował dzisiaj press.pl Agata "Endo" Nowicka  i Maria Zaleska utworzyły nową agencję ilustratorską - ILLO i siłą rzeczy stały się konkurencją dla Illustrate Yourself. Pod skrzydła wzięły twórców, którzy na brak zleceń z pewnością nie narzekają: Tymka Jezierskiego, Arobala, Mateusza Kołka, Pawła Jońcę czy Adę Buchholc. To dobry pomysł, bo twórca jest od tworzenia, a manager od negocjacji cen tak, by twórcy było dobrze. I żeby nie schodził za bardzo ze stawek. A nie każdy twórca w rozmowach jest odpowiednio asertywny. Poza  tym nowy cech ilustratorski organizuje wystawę polskiej ilustracji w Berlinie. Niedawno Endo przetarła sobie szlaki publikacjami w "New Yorkerze", może uda się także innym ilustratorom z Polski. ILLO ma już swoją stronę i fejsa


A teraz tylko pora na to, by komiksiarze zorganizowali sobie podobny cech.


13.9.11

W najnowszym "Przekroju"

Recenzja nowego "Likwidatora.Prawda Smoleńska" i przedpremierowo zabieram się za Diefenbacha. Hardcore level nowego komiksu Dąbrowskiego zbliża się do wyniku "La masakry".

10.9.11

Paranoje komiksowe i róbmy swoje

Europejski Kongres Kultury trwa w najlepsze. Artystów komiksowych z Europy brak. Agata Wawryniuk i Bele robią za listek figowy organizatorom, a Agata Wawryniuk w komentarzach na Kolorowych Zeszytach sama przyznaje, że karteczki post-it są, bo EKK kosztowały tyle co nic. A prowadzącym (w końcu są w Wrocławia) nawet nie trzeba było zwracać za bilety. Brawo. Komiksiarze polscy łączcie się, przyzwyczajajcie instytucje i organizacje państwowe, że na komiks można wydać 1 zł, albo 0 zł, a i tak coś komiksowego będzie. Powodzenia w pracy za darmo. Smacznych okruszków z pańskiego stołu.

Z kolei Paweł Timofiejuk na Kulturze Liberalnej zarzuca KBK lans w sieci (te podpisy pod listem też pewnie w sieci same się zbierały, prawda?) i krytykuje przedstawicielki EKK (zacytujmy fragment: Były to dyskusje długie i żmudne, wyglądające jak rozmowy z kimś, kto nie słucha i nie rozumie, co się do niego mówi.), a jednocześnie logo Polskiego Stowarzyszenia Komiksowego pod Komikserem na EKK jest. Co więcej, PSK chwali się Komikserem na swoim Facebooku. A na stronie EKK Polskie Stowarzyszenie Komiksowe jest "partnerem" Komiksera. Czegoś tu nie rozumiem. Albo PSK bawi się z EKK, albo je krytykuje. A tu bawimy się, a jednocześnie obrabiamy im tyłek. Bardzo ładnie. Na pewno, gdy tekst z "Kultury Liberalnej" (podpięty też pod stronę "Rzeczpospolitej") trafi do EKK to się ucieszą i zarekomendują innej instytucji kulturalnej współpracę z PSK. Po raz drugi brawo.

Miło wrócić po wakacjach do paranoicznej, komiksowej rzeczywistości

A przy okazji ulubionej mantry pt."róbmy swoje" w ramach swojego dziennikarskiego "róbmy swoje" opublikowałem duży wywiad z Zografem w kwartalniku o modzie i designie "Take me". W końcu jestem internetowym lanserem, więc lansuje się w kolorowych, wypasionych magazynach.


25.7.11

Komiks Bękratem Kultury - prawie podsumowanie


 Prawie, bo piszę te słowa tylko w swoim imieniu, a nie całej ekipy, a po drugie, „prawie”, bo akcja na dobrą sprawę się nie skończyła. Zebraliśmy 849 podpisów. Zostały wysłane już jakiś czas temu poleconym do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Czekamy na odzew. Czy w ogóle je dostaniemy? Właściwie nie wiadomo, ale po tym, jak na Polterze Kuba Jankowski zrelacjonował negocjacje Polskiego Stowarzyszenia Komiksowego z Narodowym Instytutem Audiowizualnym, wszystkiego można się spodziewać. Otóż PSK zostało potraktowanie przez ludzi kierujących Europejskim Kongresem Kultury dokładnie tak samo jak akcja KBK. Właściwie mając na uwadze naszą korespondencję z organizatorami EKK, w której owi organizatorzy uraczyli nas jedynie pustosłowiem, PSK mogło spodziewać się tego samego. I faktycznie, rozmowy z PSK skończyły się deklaracją o kupieniu mazaków (sic!). Tym samym szczyt arogancji został już chyba osiągnięty. Zastanawia mnie, jak ludzie, którzy pracują w sektorze kulturalnym mogą działać w taki sposób. Jak widać, nikomu nie wstyd.

Jednocześnie, choć komiks nie jest mile widziany na Europejskim Kongresie Kultury, to właśnie komiksem Polska chce się chwalić w świecie. Komiks już promował Polskę w Strasbourgu. Za chwilę w ramach polskiej prezydencji komiks będzie promował nasz kraj w Tokio. Pewnie jeszcze ukaże się w tym roku kilka komiksów historycznych promujących kolejne postaci z podręczników i miasta. A i jeszcze komiks o Miłoszu można zrobić. I kolejnym powstaniu, i kolejnym….Promocja, promocja, promocja.

Zatem komiks jest pierwszy do roboty, ale ostatni do zasług. Skoro już tak bardzo Polska chce się promować komiksem, dlaczego nie utworzy czegoś w rodzaju Polskiego Instytutu Sztuki Komiksowej na (wzór PISFu). Jak deal to deal. My robimy czarną robotę kulturalnej propagandy, ale dostajemy coś w zamian. Kasą można wspierać kinematografię, a wydawanie albumów polskich twórców już nie? A jeśli są jakieś pieniądze na komiks z instytucji państwowych, to na takie, które znowu mają coś promować. Własna twórczość, autorskie aspiracje nie są nikomu potrzebne. W końcu one niczego nie promują. Jestem ciekaw, czy decydenci kulturalni zdają sobie sprawę, jak niewiele albumów polskich twórców ukazało się w tym roku. I lepiej, żeby faktycznie szybko promowali Polskę komiksem. Za chwilę nie będę mogli tego zrobić, bo starszego pokolenia rysowników i scenarzystów nie zastąpi młodsze. To starsze za chwilę wypadanie z zabawy, bo zajmie się pracą zarobkową, na czasochłonne komiksowe hobby zabraknie roboczogodzin. Zaraz odezwą się głosy, że przecież te wystawy w Tokio są także po to, żeby promować konkretnych artystów biorących w nim udział. Szczerze w to wątpię. Nie ma lepszej formy promocji dla artysty niż kasa, grant, dotacja, dzięki którym może się rozwijać. I zapłacić rachunki. Mówimy rzecz jasna o kasie, która starcza na coś więcej niż mazaki. I nie mówimy także o nagrodach w konkursach komiksowych, które w porównaniu do nagród w innych konkursach artystycznych wypadają blado. Dla porównania: nagroda w konkursie na komiks o Miłoszu - 3000 zł. Grand Prix w artystycznym konkursie im. Gepperta  30 000, nagroda za debiut  na ostatnim Silesiusie 20 000. Zera robią różnice.

Czasem cholernie naiwnie myślę sobie, że w komiksowie przydałby się mały bunt. Na przykład wszyscy twórcy solidarnie odmawiają udziału w konkursach powstańczych, konkursach o Miłoszu czy innych historycznych fanaberiach. Nie robią żałosnych komiksów o miastach i księdzu Kostce. Nie biorą udziału w wystawach promujących Polskę. Nie biorą udziału w żadnych akcjach promujących cokolwiek poza ich własną twórczością. I bunt będzie trwał dopóty, dopóki polskie instytucje kulturalne przestaną traktować artystów komiksowych jak frajerów od brudnej roboty. Bunt aż do momentu, kiedy pojawią się mechanizmy wspierające finansowo komiks tak, jak inne dziedziny sztuki. Ale taki bunt to komiksowie scence fiction.

1.7.11

Dziś w Krakowie

Startuje kolejna edycja "Krótkich historii" w Zbiorniku Kultury na Zabłociu. Trwa przez cały weekend (szczegóły po kliknięciu na plakat).